Niebieska grań Piotra Morawskiego Piotr Morawski nie żyje. Wpadł do 200-metrowej szczeliny lodowca w okolicy obozu I pod Dhaulagiri na wysokości 5500 m. Nie wierzę w to jeszcze w ogóle, ale to informacja niestety potwierdzona przez ratowników z wyprawy TOPR, która działa od kilku dni pod tym samym ośmiotysięcznikiem na drodze normalnej zwanej także szwajcarską. Wczoraj jeszcze pisał na blogu: ?Dotarliśmy z naszymi plecakami na 6400. Tutaj będzie nasza dwójka. Rozstawialiśmy namiot w ostrym wietrze i mgle, ale się udało. Pierwsza faza aklimatyzacji dobiega końca. Jutro schodzimy na odpoczynek do bazy. Jak do tej pory jest niezbyt dużo śniegu, choć torowanie momentami ciężkie. Zdrowie i humory super. Pozdrawiamy!? Morawski działał pod nepalskim ośmiotysięcznikiem w ramach międzynarodowej wyprawy Dhaulagiri/Manaslu 2009. Wspinał się wraz ze swoim przyjacielem i partnerem wielu wypraw, Słowakiem Peterem Hamorem. Wejście na Białą Górę miało być zaledwie formą aklimatyzacji przed głównym celem wyprawy ? nową drogą na zachodniej ścianie Manaslu.
Piotrek był najlepszym i najbardziej doświadczonym polskim himalaistą młodego pokolenia. Wraz z Włochem Simone Moro zdobył jako pierwszy zimą Shishapangmę (8027 m n.p.m.). Zdobył także Cho Oyu, Broad Peak, Nanga Parbat a w zeszłym roku kolejne dwa ośmiotysięczniki: Gasherbrum I i Gasherbrum II. Był jednym z nielicznych młodych himalaistów, który wspinał się nowymi drogami, trudnymi, częston nieprzebytymi ścianami, nie wybierał jedynie najłatwiejszej drogi do celu. Chyba, że tak, jak Dhaulagiri, góra nie była głównym celem, a jedynie etapem wyprawy. Przygotowaniem i aklimatyzacją do warunków i trudów wspinania na najtrudniejszych górach.
Zginął młodo, w wieku Chrystusowym, mając zaledwie 33 lata. Był człowiekiem wielu wspaniałych pasji, które potrafił łączyć na najwyższym poziomie. Z gór wracał na Uniwersytet. Był doktorem nauk chemicznych na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej. Znakomicie fotografował, jego zdjęcia zrobione w ekstremalnych warunkach na najwyższych szczytach zdobywały nagrody w prestiżowych konkursach fotograficznych. O górach pisał pięknie, bez patosu, ale nie bezrefleksyjnie, z pewnym rodzajem nienachalnej głębi. Publikował m. in. w ?National Geographic? i ?Górach?. W swoim ostatnim felietonie w marcowym numerze ?Gór? wspominał zdanie, które wypowiedział jego towarzysz podczas wyprawy zimowej na K2: ? Bo widzisz, Piotrek, z tymi wyprawami to jest dziwnie. Najpierw wiedziesz sobie spokojne życie, które czasem przerywasz wyjazdem na jakąś górę. A potem nawet nie orientujesz się, kiedy żyjesz na wyprawie, a czasem tylko wracasz do domu.Tak żył Piotrek. Za mocno, za szybko, za pięknie, jak na jedno życie. Żył na wyprawie. Wpadał tylko na jakiś czas do domu. Gdy dzwoniłem do niego zasięgnąć informacji przed zeszłorocznym wyjazdem do Nepalu (a zawsze z chęcią, bez zadęcia dzielił się wiadomościami, radami, swoim doświadczeniem), wracał właśnie z wyprawy na Annapurnę, która skończyła się 150 metrów od szczytu. Czterech himalaistów dopadła potężna burza. Ledwo uszli cało z życiem. Piotrka dwa razy trafił piorun. ?Trzask. Poczułem ból na czubku głowy, a po chwili w nogach. Kolejny trzask i wypuściłem z rąk czekany. Człowiek ma zakodowane, że uderzenie pioruna jest śmiertelne. Niestety. Dostałem drugi raz? ? pisał potem w ?National Geographic?. Ale te traumatyczne przeżycia nie zatrzymały go ani na chwile. Po Annapurnie znów się pakował. Dosłownie kilka dni po powrocie wyjeżdżał znów w Karakorum.
Ostatni felieton w ?Górach? zatytułowany ?Gdzie jest życie?? kończy słowami: ?I przychodzi ten najlepszy moment. Kiedy godzisz się, że życie idzie własną ścieżką, a ty własną. Że wielu rzeczy na siłę nie da się zrobić. Przygoda jest zarówno w górach, jak i w domu. To wszystko jest jednym światem. Po prostu na moment zachwialiśmy równowagę, a teraz czas do niej wrócić. Nagle cieszą cię codzienne sprawy mimo tego, że planujesz kolejny wyjazd. Na wyprawie wspinasz się ze spokojem, bo radują cię codzienne sprawy po powrocie. Wszystko razem jest życiem. Osobno stanowi tylko powód do zgryzot, nieustanną pogoń i kolejne siwe włosy. (?) Myśli szaleją coraz bardziej. Czas chyba pójść spać. Do wyprawy pozostało niewiele ponad miesiąc. Wsiądę w samolot i ciekawe, co będzie dalej.? Żegnaj Piotrku, zawsze byłeś dla mnie wzorem człowieka gór, z przyjemnością się Ciebie słuchało, oglądało Twoje zdjęcia, rozmawiało z Tobą. Bez Ciebie wiele nieprzebytych dróg w Himalajach nie doczeka pewnie prędko polskiego przejścia, a na Nanga Parbat i ośmiotysięcznikach w Karakorum nie staną już zimą jako pierwsi Polacy. Ale Ty zdobywasz pewnie dalej te wszystkie szczyty, mimo że z grani po której stąpasz nie docierają żadne maile i nie działa tam nawet radio ani telefon satelitarny.
Do zobaczenia kiedyś na niebieskiej grani...
_______________________________ Bartek Dobroch - dobroch.blog.onet.pl
|